Miała białe włosy, które powiewały na wietrze tak lekko, że łatwo dałoby się pomylić je ze śniegiem. Nie miała żadnej ciepłej odzieży mimo, że był już środek jesieni i zima zbliżała się wielkimi krokami. Stała tak pośrodku lasu i spoglądała gdzieś w dal. Taka piękna i młoda. Spełnienie marzeń każdej dziewczyny, właśnie tak wyglądać, jak ta biała pani. Zdziwiłyby się, gdyby wiedziały, że ona z chęcią zamieniłaby się z każdą z nich, chodź na parę minut. Ta blada skóra była taka gładka, a ona chciałby ją zrzucić. Jak wąż. Wolałaby być ślepa niż posiadać te krystalicznie, niebieskie oczy. Kiedy tylko wracała do przeszłości, nienawidziła każdej części swego ciała. Gardziła każdą swoją myślą. Próbowała już wielu metod na to by skończyć swe istnienie, jednak stały się one niemożliwe do wykonania, gdyż po pewnym czasie, sama została nazwana ,,śmiercią". Nie mogąc zaznać spokoju, wielokrotnie przechadzała się między szarymi budynkami miast i starała się zwrócić czyjąś uwagę. Szeleściła liśćmi na koronach drzew, posyłała fale na tafli wody jeziora, jednak nikt nie spojrzał w jej kierunku, gdyż byli to tylko ludzie, a oni nie znają natury tak, jak ona zna ich. Zaczęła ubierać się w czarne szaty, które tak podkreślały jej wieczną żałobę. Chcą śmierci, to jej dostaną. Przedzierała się przez noc i cięła na kawałki dusze biednych starców, których twarze pamiętała znad brzegu jeziora. Po pewnym czasie znudził jej się blady blask księżyca. Ukrywając się w cieniu, przedzierała się do domostw i kaleczyła coraz to młodszych ludzi, którzy nie reagowali na wołanie oszalałych liści. Nie zdążyli się nawet obejrzeć. Tylko czasem, ktoś kątem oka, zobaczył długie, białe pasma włosów, które powoli zmieniały barwę, na krwistą czerwień.
Pewnego dnia biała dama stała znów nad jeziorem. Tylu ludzi zabiła, lecz jej nadzieje nie umarły. Szurała bosymi stopami w śniegu, który pokrył już wszystko wokół. Żałowała, że nie czuła zimna. Położyła się na puchatym posłaniu natury i obserwowała zachmurzone niebo. Leżała i leżała, aż nastał zmrok. Po pewnym czasie musiała otworzyć oczy. Jakież było jej zdziwienie, gdy nad sobą zobaczyła klęczącego mężczyznę. Drgnęła lekko i wpatrywała mu się w oczy. Co dziwniejsze on też się na nią patrzył. Widziała jak nieznajomy porusza ustami, ale nic nie słyszała. On też jej nie usłyszy, przecież jest tylko człowiekiem. Wstała i dalej wpatrywała się w mężczyznę, który śledził ją uparcie wzrokiem. On jej nie widzi, bo jest tylko człowiekiem. Nie mogła się łudzić, że jest inaczej. Podeszła do niego i spróbowała go dotknąć. Ostatnio robiła to tylko ze zmarłymi, gdy ich twarze dawały wyraz zdziwienia, a ona sprawiała, że już tak nie było. Ci ludzie mieli być spokojni, że ich wieczność nie będzie taka jak jej. Pod dłonią poczuła. Tyle wiedziała. Poczuła po raz pierwszy od kiedy jej włosy przyodziały biel. Nie uśmiechnęła się nawet, tylko stała tak nieruchomo z ręką na jego policzku. On jednak nie wiedział co się dzieje i dziwił się, że tej kobiecie nie jest zimno. Martwił się jednak, że coś złego przydarzyło się tej istocie i chciał mieć pewność, że nic jej nie dolega. Wziął ją za ramiona i patrząc prost w krystalicznie, błękitne oczy powiedział: ,,Musisz iść tam, gdzie ja pójdę i musisz być tam, gdzie ja będę. Gdy puścisz moją dłoń, ja zniknę." Biała panienka usłyszała tylko echo słów mężczyzny, lecz zrozumiała tyle ile było potrzebne. Nie odezwała się, nie uśmiechnęła, a nawet nie chciała ruszyć z miejsca za oddalającym się już nieznajomym, lecz jak mogła nie posłuchać pierwszego dźwięku, jaki dotarł do jej uszu? Poszła za mężczyzną, a jej białe włosy tańczyły wesoło na wietrze.
I jak? :) Zastanawiam się nad pisaniem One Shot'ów ;D Myślę, że ten blog do tego będzie właśnie służył. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu jednego opowiadania, bo po pewnym czasie zaczynają mnie nudzić, więc wpadłam na pomysł tworzenia krótkich historii w nagłym przypływie weny ^^ Mam nadzieję, że w jakikolwiek sposób się spodobało i czekam na Wasze wypowiedzi i opinie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz