Oto pierwsza część. Tak, tak. Będzie druga ;) Zaczynam od historii, a w następnej notce ją skończę. Później zacznę coś nowego i gotowego. Jakby tego było mało to dłuższego ^^ Wpadłam na pewien pomysł - jeśli jakaś opowieść wam się spodoba to będziecie mogli na nią zagłosować w ankiecie. Możliwe, że wydam ciąg dalszy :)
***
- No przecież przeprosiłem.
- Zwykłe przepraszam nie wystarczy!
- To może mam błagać na kolanach o wybaczenie.
***
Stellder Land to spokoje miasteczko pełne beztroskich zabaw i śmiechów. Wszyscy tu się dogadują prócz dwojga młodych ludzi.
- Ja dziękuje! Gdyby nie fakt, że nasze rodziny się przyjaźnią to nie miał byś co liczyć na chodź by zwykłe ,,hej" z mojej strony. W ogóle to czemu się tak wleczesz?! Normalnie jak ślimak! Rusz swoje cztery litery!
- Tak, tak.
Jak widać, ta dwójka nie dogaduje się zbyt dobrze, a mówiąc ,,ta dwójka" mam na myśli piętnastoletnią Elizę Ranly, dziedziczkę rodziny Ranly - rodu rycerskiego, który od XII wieku, wciąż jest uznawany za jedną z najambitniejszych rodzin dzisiejszej Anglii. Ma dużą podzielność w sprawach politycznych i jest powszechnie szanowana przez kolejny bogaty ród - Gerfrand, którego dziedzicem jest niejaki siedemnastoletni Honey Gerfrand. Mimo urzekającego imienia nikomu nie okazuje swych emocji bardziej niż Elizie.
- Naprawdę mnie wkurzasz. Czemu się nie odezwiesz? Co ma znaczyć te twoje ,,tak, tak"?! Mam tego dość! Na pewno robisz to specjalnie!
Eliza wobec powszechnej opinii jest opanowana, entuzjastyczna, pogodna i niezwykle uprzejma. Jednak gdy chodzi o jej przyjaciela z dzieciństwa wydaje się rozpuszczoną dziewczyną z bogatej rodziny. Nikt tak na prawdę nie wie czemu.
- Jak uważasz.
Honey w świecie wyższych sfer jak i na co dzień jest widziany jako inteligentny jednak nieco spowolniony gentleman. Jego zachowanie w obecnej sytuacji może wydać się nudne, ale właśnie jesteście świadkami największej ilości słów wypowiedzianych przez niego na jednym oddechu.
Tak właśnie toczą się na co dzień losy tych dwoje.